czwartek, 26 maja 2011

Wyzwania są po to, by je podejmować!

Kilka dni temu powiedziałam: "rzućcie mi szydłowe wyzwanie". Padło kilka propozycji. Dziś przedstawiam pierwszą z nich. Kotopies. Catdog. Dostałam jeden obrazek. Pierwsza myśl? Co to jest?! Kolejna, była już konkretna - mam koncepcję. Trzecia - muszę iść spać, jutro się tym zajmę. Pracy było sporo. Drobnych kłopotów też kilka się znalazło, ale wybrnęłam (gdzieś już wspominałam o uporze). Oto wynik kilku godzin pracy ;)


Proszę mi uwierzyć, moja wyobraźnia nie posunęła się aż tak daleko, by wymyślić taki twór. Ja tylko wykonałam zlecenie. Zainteresowanych odsyłam do poszperania w necie. Catdog istnieje naprawdę. Co mogę jeszcze dodać? Jestem dumna, jak zawsze z resztą,  teraz myślę intensywnie nad kolejnymi zamówionymi figurkami.

wtorek, 24 maja 2011

Swojskie klimaty

O upiornym farmerze myślałam już w zeszłym roku. Do kolekcji zombiaków musiał dołączyć kolejny, tym razem swojski. Nie pamiętam już co skłoniło mnie akurat do tematyki farmy. Podejrzewam, że jedna z gier, w której zabijało się hordy nieumarłych, toczyła się właśnie w sielskich, wiejskich klimatach (no dobrze, może nie sielskich, całkiem mrocznych). Stąd kraciasta koszula, słomkowy kapelusz. Być może była to też internetowa gra, w której głównym celem jest uprawa warzyw i owoców ;)


Farmer jest szczęśliwy, uśmiecha się, gdyż jest na swoich ukochanych, zielonych terenach. Teraz tylko krok ma nieco wolniejszy i ruchy mniej skoordynowane. W niczym to jednak nie przeszkadza. W końcu zwierzęta też wydają mu się jakby nieco inne...


Świnka zombie, ciesząc się nowym życiem postanowiła zastosować zieloną dietę. Zapewniliśmy jej najświeższą z traw. Mimo włóczącego się w pobliżu farmera, jest nieco samotna. Mam nadzieję, że nadal będzie jeść. Z czasem dołączy do niej towarzystwo. Gdzieś  słyszałam, że pewna owca czai się w pobliżu. Zobaczymy. Tymczasem buszujemy dalej w trawie!

poniedziałek, 23 maja 2011

"Cthulhu fhtagn"

" To właśnie ich kult, który (...) zawsze istniał i zawsze będzie istniał, skrywany na dalekich pustkowiach i w mrocznych zakątkach świata, dopóki wielki Cthulhu nie powstanie ze swego spowitego mrokiem domu w potężnym mieście R'lyeh znajdującym się pod wodą i nie obejmie znowu władzy nad światem. Pewnego dnia, kiedy gwiazdy będą gotowe, rozlegnie się jego wołanie, a tajemniczy kult będzie trwał w oczekiwaniu na jego wyzwolenie."
H.P. Lovecraft "Zew Cthulhu".

Czytać Lovecrafta po nocy? Niesamowite przeżycie. Wieje grozą z każdej karty jego opowiadań. Opisy miejsc i stworów, które się z nich wyłaniają - przerażają. Gorsze jest jednak to, że człowiek tak do końca nie jest w stanie sobie tego wyobrazić. Monolity pokryte śluzem, architektura zaprzeczająca wszelkim prawom znanym na ziemi. Straszne i zarazem tak fascynujące!

" (...) gdy nagle wysunęło się To, kapiące i oślizłe, po omacku przecisnęło przez czarne wrota swoje galaretowato - zielone cielsko i wydostało się na powietrze miasta zatrutego szaleństwem". 
H.P. Lovecraft "Zew Cthulhu".

Wielki Cthulhu. Nie wiem czy było to oznaką szaleństwa z mojej strony, czy niezdrowej fascynacji wszelkiego typu potworami - uparłam się i jest On teraz w mojej kolekcji. 

poniedziałek, 16 maja 2011

Wiosenny pląs

Przy psychodelicznych dźwiękach Jefferson Airplane sunie tanecznym krokiem hipiska. Wiosenne słońce, tupot stóp i muzyka dolatująca zewsząd nie pozwoliły jej dłużej leżeć. Poczuła, że musi wstać i ruszyć w drogę. Festiwali jest tu mnóstwo, czas nadrobić kilkudziesięcioletnie zaległości... To nic, że pląsanie nie wychodzi tak jak kiedyś. Liczy się spontaniczność, falujące na wietrze włosy, miłość i muzyka! Okulary pozostały całe, teraz tylko przydałoby się znaleźć bandanę. A może nie? Mózg warto czasem przewietrzyć. Chyba nie do końca wywiało z niego ulubione piosenki... Czy 'The Mamas and the Papas' jeszcze grają? 

Hipis - zombie. Powstał w jeden dzień, z potrzeby serca. Bo na wiosnę hipisi powracają. Pląs, dzwony i kwiaty we włosach. Mnóstwo kolorów i zapachów. Muzyka. I alergia, ale tylko czasami. 

Herbata raz!

Na początku był szybki szkic. Uśmiechnięty kubek. Z herbatą. Cała reszta istotnych rzeczy jak kolor, kształt, rodzaj uśmiechu pozostała dowolna. Idealne pole do popisu i niespodzianki.

Dlaczego nie filiżanka? Bez spodeczka i łyżeczki? Oczywiście! Od zawsze piliśmy herbatę w wielkich kubkach, w dużych ilościach. Na początku z cukrem, teraz już bez. Chyba, że z "cytrynem", w tych wyjątkowych okolicznościach posłodzenie jest niezbędne. Raz nawet zdarzyło się z solą, wyjątkowo paskudnie smakowała.

Kubek, jak to kubek. Spory, z uchem. Biały, bo takich mieliśmy najwięcej. Herbata ciemna, mocna, nalana do pełna. I uśmiech. Bo picie herbaty to przecież radocha!